| Słodzona herbata od mundurowych |
|
|
| Piątek, 03 Lutego 2012 | |||
![]() SPOŁECZEŃSTWO. Strażnicy miejscy biorą termos, wsiadają do busa i odwiedzają miejsca, w których mieszkają krakowscy bezdomni. Patrol wyrusza z budynku krakowskiej Straży Miejskiej przy ulicy Dobrego Pasterza. W pobliżu jest drogowa stacja meteo. Wyświetla temperaturę powietrza minus 13,8 stopni. Jest godz. 18.30. W nocy ma być jeszcze zimniej. Trzaskają drzwi busa. Jedziemy na ulicę Dąbską. Z notatek strażników wynika, że w budzie obok marketu mieszka bezdomny. Nieść pomoc będzie dwóch mundurowych: specjalista Marcin Mamczur i aplikant Dariusz Jaksa. Busem jedzie też herbata w termosie. Gorąca, posłodzona. Specjalista Mamczur mówi, że w chłodne dni część personelu Straży Miejskiej zajmuje się wyłącznie pomaganiem bezdomnym. Patrole te nie dostają innych zadań. Po zmroku nocna zmiana też koncentruje się na tym, żeby nikt nie umarł z wychłodzenia.
Noclegownia? Po co?
Domek stoi wśród nagich badyli. Ta uboga chatka znajduje się niedaleko Centrum Handlowego "Plaza" - ciepłego ośrodka konsumpcji i dostatku. Lokatora budy nie ma. Wejście zabezpiecza solidna kłódka. Nic tu po nas.
Specjalista Mamczur mówi, że właśnie "wskoczyła mu czwórka z przodu". Patrol odbywa się w dniu jego 40. urodzin. Jubilat podaje, że w strażniczej służbie jest od 17 lat. Napatrzył się na biedę bezdomnych. - Ciężko im na zimnie. Rozumiem to, bo sam marznę. Jednak wiem też, że w 90 procentach ci ludzie nie chcą pomocy. Noclegowania ich nie interesuje, ponieważ tam jest wymóg trzeźwości - opowiada strażnik miejski.
Altana śmietnikowa przy ulicy Masarskiej jest zamykana na zamek, ale bezdomny dostaje się do środka. Strażnicy mówią, że mieszkańcy dali mu klucz. Między kubłami widać dobytek pod kłębem folii. Człowieka brak. Jeszcze jest wcześnie. O tej porze, jak objaśnia specjalista Mamczur, wielu ludzi bez adresu grzeje się w centrach handlowych.
Strażnicy już poprzedniej nocy odwiedzali mieszkańca śmietnikowej budy. Funkcjonariusz mówi, że bezdomny nie był zadowolony z tej troski. Warstwy różnych materiałów w miarę dobrze izolują go od mroźnego powietrza, a pobudka drażni.
Bus Straży Miejskiej rusza w kierunku kolejnego koczowiska. Tym razem będą to pustostany na tyłach krakowskiego Muzeum Armii Krajowej. - Trudno przewidzieć, który bezdomny nie przeżyje zimy. Kwestia szczęścia i pecha. Czasem nawet najzdrowszy, najbardziej odporny ginie z zimna. Popije, zaśnie, nikt nie zareaguje, nieszczęście gotowe - opowiada Mamczur.
Ekipa, która zajmuje obszerne pomieszczenie za Muzeum AK, ma się dobrze. Zgromadziła spory zapas drewna do palenia w piecu. Jest nawet dawka prądu - akumulator samochodowy. Ładuje go zaprzyjaźniony kierowca. Można zasilić małą żarówkę. Nie rozprasza mroku w całym obszernym pomiesz- czeniu, ale przy stole jest w miarę jasno. Siedzą tam Wioletta Kudera, Antoni Mosur, Sylwester Zając i inni. Jest siwo od dymu ze skrętów. Fabrycznych papierosów tu się nie pali. Paczka "fajek" to marzenie. Herbata strażników nie przyda się. Aplikant Jaksa na próżno przyniósł termos. Mieszkańcy pustostanu mają własne zasoby herbaciane. - Noclegownia? Po co? Niech tam idą ci z berzy (dworca - przyp. red.) - mówi Wioletta. - Nie będziemy zajmować miejsca, gdy inni bardziej go potrzebują. Jeśli dostaniemy koce i materace, to chętnie przyjmiemy innych bezdomnych u nas - dodaje.
Panowie zapewniają strażników, że niczego im nie trzeba. - Może tylko kobiet, bo tylko jedna tu jest na tylu facetów. I szampana! - żartuje jeden
Robota jak robota
Przemyka łaciaty kot Klakier. Toczy jakiś przedmiot. Gospodarka tej wspólnoty opiera się częściowo na tym, co można wydobyć z "hasioka" - śmietnika. Wyciągniętą makulaturę, wygrzebane metale można sprzedać w punktach skupu. Ktoś ma jeszcze rentę, komuś pomoc społeczna daje bloczki na posiłki w barze mlecznym. Ludzie jakoś sobie radzą, a i kot się w tym towarzystwie utrzyma.
W pustostanie humory dopisywały. Bezdomni byli życzliwi dla strażników. Nie było pretensji. - Ale to nie jest powiedziane, że musi być miło. Każda interwencja jest inna. Nigdy nie można przewidzieć, czym się skończy. Wizyty u bezdomnych nie są ani sympatyczniejsze, ani mniej miłe od innych naszych zadań. Robota jak robota - stwierdza specjalista Mamczur.
Bezdomni potrafią manifestować osobliwą pogodę ducha, która przeplata się z czarnym humorem i dystansem do życia. Jednak zdarza się też desperacja.
- Czasem któryś powie: "Dla mnie lepiej byłoby, gdybym zamarzł". To wypowiedź z pozycji człowieka, który zawsze komuś przeszkadza. W lecie bezdomni popijają na zieleńcach, trochę tam śmiecą przy okazji. To przeszkadza. W zimie ci ludzie śpią po bramach. To też przeszkadza. Mieszkańcy budynków martwią się tym, że na klatce schodowej koczuje ktoś obcy. Nie wiedzą, czego można spodziewać się po takim gościu - mówi jeden ze strażników.
W samej koszuli. Ma chłop zdrowie!
Kolejnym miejscem, do którego udaje się patrol, jest rudera przy al. Jana Pawła II. Nie zastajemy nikogo. Na furtce wisi kłódka. W rejestrze strażników są następne adresy - budy na działkach, altany śmietnikowe, budynki poprzemysłowe. Bus rusza w kierunku śmietnika przy ulicy Celarowskiej. Wejście szczelnie zastawiają stalowe kubły na odpadki. Aplikant Jaksa usiłuje zajrzeć za przeszkodę. Widzi jakieś rzeczy, posłanie. Jednak trudno mu stwierdzić, czy pod warstwami okryć śpi człowiek. Strażnicy decydują się na wyciągnięcie kubłów na zewnątrz. Droga do posłania wolna.
Może trzeba będzie rozgrzebać barłóg, żeby dotrzeć do człowieka na granicy życia i śmierci. Jaksa wyciąga lateksowe rękawiczki. Lepiej nie gmerać niezabezpieczoną ręką w szmatach, których czystość stoi pod wielkim znakiem zapytania. Strażnik powoli wciąga półprzeźroczysty lateks na palce dłoni. Pan Janek budzi się. Jego kokon, który chroni przed mrozem, składa się z kilku pikowanych kołder. Pod spodem są dwa materace. Dodatkową izolację stanowi mata z trzciny, którą można narzucić na posłanie. Pan Janek częstuje się herbatą. Nie chce przeprowadzać się do noclegowni. - Ma być zimniej - ostrzega bezdomnego strażnik miejski.
Pan Janek opowiada, że jego niepełnosprawny współlokator przeniósł się do ośrodka pomocy. Jednak on sam jest przekonany, iż wytrzyma siarczyste mrozy. Strażnicy żegnają się z bezdomnym. Zasuwają drzwi jego "domostwa" - kubły na odpadki.
Przy wejściu do śmietnika ktoś powiesił reklamę firmy, która zapewnia dostęp do internetu. "Podłączenie gratis, umowa na czas dowolny" - napisał autor ogłoszenia. Panu Jankowi bardziej przydałoby się podłączenie centralnego ogrzewania.
Mamczur nie może się nadziwić temu, jak ludzie potrafią przystosowywać się do ekstremalnych warunków. - W samej koszuli! Ma chłop zdrowie! - komentuje. Strażnikowi przypomina się Bear Grylls i jego telewizyjna szkoła przetrwania. - Odcinek o Syberii - mówi.
Łukasz Grzymalski Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
|